środa, 22 kwietnia 2015

NIEUDANY WYJAZD

W ubiegłym tygodniu pojechaliśmy do naszej "budki" w Szczyrku zrobić trochę pozimowych porządków, pobyć na świeżym powietrzu, no i pospacerować. W dniu przyjazdu pogoda była słoneczna, ale było odświeżanie domku, rozmowy ze znajomymi, grillowanie i nie robiłam zdjęć. Postanowiłam, że zrobię je następnego dnia. Następnego dnia przywitało nas szare niebo, silny wiatr, chłód i ...



Deszcz padał, ale na szczęście przestał na chwilę. Poszłam więc do mokrego lasu poszukać kwiatków. Na ten widok czekam każdego roku, gdy las w wielu miejscach jest pokryty żywcem gruczołowatym. Jest ich najwięcej.





Są też pierwiosnki,


miodunka plamista,



zawilce, niestety zamknęły się w czasie deszczu,



blisko strumyka rósł lepiężnik biały,


a przy samym strumyku były kaczeńce.



Było słychać śpiew ptaków, ale z zobaczeniem ich już były kłopoty. Chyba też nie lubią deszczu i pochowały się :). Tylko zięba pokazała mi swoją urodę.



Pepa też nie była szczęśliwa, bo zamiast biegać w pobliżu nas lub bawić się w strumyku, siedziała w domku :(.


Mieliśmy być jeszcze jeden dzień, ale przy takiej pogodzie i braku perspektywy poprawy jej, wg.prognozy pogody, pojechaliśmy do domu.
Obecnie pogoda się poprawia, jest słonecznie, jest cieplej     i mam nadzieję, że już będzie tylko lepiej, a mój następny post będzie ze słonecznego ogródka :))).

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

JA WOLAŁAM KWIATKI, A WNUCZKA ...

W sobotę byłam z córką i młodszą wnuczką w sosnowieckim egzotarium. Przed wejściem do niego kwitnie już magnolia.


We wnętrzu początkowo chodziłyśmy razem i podziwiałyśmy kwiaty. Na początek zachwyciła nas bugenwillą,



a później różne storczyki.





Wnuczkę zainteresował kotek :),



a za chwilę zobaczyła żółwie.



Długo je oglądała z córką, więc ja poszłam dalej.







Wróciłam do nich, ale wnuczka nie miała już ochoty oglądać kwiatków, chciała iść do zwierząt. Podziwiała gekona orzęsionego, 



papugi, 



a najdłużej stała przy kajmanach



i czekała aż jeden z nich zamknie swoją paszczę, ale on nie chciał :)



Wracając do domu  po mile spędzonym czasie w egzotarium, zobaczyłyśmy jeszcze kwitnące drzewo.




sobota, 4 kwietnia 2015

KWIECIEŃ PLECIEŃ, BO PRZEPLATA TROCHĘ ZIMY TROCHĘ ...

Jak dotąd kwiecień dni lata nie wplata, tylko pokazuje swoje prawie zimowe oblicze. Jest zimno, wieje silny wiatr, pada na przemian śnieg i deszcz. Słoneczko rzadko się na niebie pokazuje. W środę będąc z Pepą na spacerze zauważyłam, prawdę mówiąc dzięki niej,  sporo fiołków w trawie.



Trudno jednak trzymając ją na smyczy robić zdjęcia takim malutkim kwiatuszkom. Postanowiłam więc, że następnego dnia przyjdę w to miejsce bez niej. I poszłam, chociaż zastanawiałam się, czy to ma sens. Zobaczcie dlaczego :(



Po jakimś czasie śnieg się zaczął topić, więc poszłam jeszcze raz i było już fiołki widać. 





Następnego dnia śniegu już nie było, więc poszłam ponownie. Zobaczyłam je w całej swojej okazałości, ale na kwiatkach widać szkody poczynione przez śnieg.  









Ciekawe kiedy kwiecień pokaże swoje letnie dni. Oby jak najszybciej !


poniedziałek, 30 marca 2015

WIEŚCI Z OGRÓDKA

Marcowa pogoda pozwoliła na prace w ogródku. Miałam w planach dokonanie kilku zmian, ale bałam się, że nie dam rady z powodu kłopotów z moim biodrem. Ku mojemu miłemu zaskoczeniu pomoc zaoferował mi mój mąż, który nie lubi prac ogrodowych. Wykonał najcięższe prace i jestem mu wdzięczna. Dzieci obiecały też pomoc i wczoraj córka męczyła się z trawnikiem. Cieszę się, że rozumieją jak wiele ogródek dla mnie znaczy i mogę liczyć na nich. Nie wszystko jest jeszcze zrobione, bo pogoda się pogorszyła, ale wierzę w to, że i w tym roku będzie w nim ładnie i będę odczuwał radość z każdego widoku związane z nim.
Będą mnie bawiły kotki wygrzewające się w ogródkach           w promieniach słonecznych, 



cieszyły ptaki siedzące gdzieś tam,



pracowite pszczółki,



no i oczywiście kwiatki,



















oraz bawiąca się Pepa.


wtorek, 24 marca 2015

RODZINNA WYCIECZKA

W niedzielę dwa tygodnie temu była słoneczna, chociaż wietrzna pogoda. Wybraliśmy się (ja, mąż, córka, starsza wnuczka, no i Pepa) na wycieczkę i nie było to daleko od naszego miejsca zamieszkania. Mieliśmy już zaplanowane miejsca, które chcieliśmy zobaczyć i cieszę się, że plan został zrealizowany. 
Za Niegowonicami (gmina Łazy) jest wzniesienie jurajskie Stodólsko (435 m wysokości) i często gdy jedziemy drogą       w pobliżu, zatrzymujemy się tam. Są tam wapienne ciekawe skałki 


i ciekawska Pepa.



Ta skała podoba mi się kształtem, ale napisy, które ogląda wnuczka, z pewnością nie.


Trochę tam pobyliśmy, popatrzeliśmy i pojechaliśmy do Morska, gdzie jest zamek Bąkowiec.




Nie wiadomo kto i kiedy wzniósł ten zamek. Przyjmuje się, że powstał w XIV wieku, a za fundatora uznaje się króla Kazimierza Wielkiego. Miał różnych właścicieli, a w XVII był już w złym stanie i został opuszczony. W XX wieku zamek i teren wokół nie miał szczęścia i był przedmiotem dziwacznych zabiegów budowlanych kolejnych prywatnych właścicieli. Obecnie jest on na terenie ośrodka wypoczynkowego, będącego prywatną własnością firmy z Dąbrowy Górniczej. Jest tam nawet wyciąg narciarski na miejscu dawnego majdanu gospodarczego i baszty bramnej.




Wokół są piękne lasy i bardzo często tam jeździłam na grzyby. Teraz nie czas na nie :), więc jedziemy dalej. 
Naszym celem jest zamek w Mirowie.



Zamek został zbudowany w czasach Kazimierza Wielkiego około połowy XIV wieku. Początkowo to była kamienna strażnica, ale szybko została rozbudowana do rozmiarów zamku. Zamek ten mocno ucierpiał podczas "potopu szwedzkiego". Mimo prób remontu jego, powoli popadał w ruinę i w 1787 roku został opuszczony. Ulegał niszczeniu. W 2006 roku rodzina rodzina Laseckich, obecnych właścicieli, rozpoczęła prace zabezpieczające mające na celu ratowanie mirowskich ruin. Ma być udostępniony do zwiedzania, ale muszą być wykonane odpowiednie prace i zgodę na nie musi wydać Wojewódzki Konserwator Zabytków w Katowicach. Wydaje ją od 2007 roku ! Jeszcze spojrzenie na ładne skałki



i jedziemy do Bobolic, gdzie jest kolejny zamek.



Został on zbudowany przez króla Kazimierza Wielkiego prawdopodobnie w latach 1350-1352. W 1667 roku został mocno zniszczony przez Szwedów, a po wojnach z nimi w XVII i XVIII wieku zaczął popadać w ruinę. Próby ratowania jego nie powiodły się. W XIX wieku znaleziono w podziemiach ogromny skarb i poszukiwacze dalszych skarbów dopełnili reszty zniszczenia. Pod koniec XX wieku rodzina Laseckich, obecnych właścicieli i tego zamku, podjęła wyzwanie uratowania zamku. Udało się i po 12 latach prac został otwarty zrekonstruowany zamek. Można go odwiedzać. Popatrzyłam jeszcze na niego, 



na skałki



i w drogę do zamku  w Pilicy. Przed nim jest stary park.





Budowę zamku (późnorenesansowej rezydencji w stylu włoskim) w 1602 roku rozpoczął Wojciech Padniewski i około 1610 roku przeniósł się do niego z zamku w Smoleniu. Zamek za kolejnych właścicieli przechodził różne przebudowy. Był też zajmowany przez wojska szwedzkie w 1655 i 1705 roku. Nie uległ jednak zniszczeniu. Po II wojnie w 1945 roku majątek został odebrany ostatnim właścicielom Arkuszewskim. W maju 1989 roku zespół pałacowy od Skarbu Państwa kupiła Barbara Piasecka-Johnson i rozpoczął się remont. Po roku prace przerwano, bo roszczenia do zamku zgłosili potomkowie Arkuszewskich. W 1994 roku Sąd Okręgowy w Katowicach uznał, że akt notarialny jest nieważny, bo zgody na sprzedaż nie wyraził Minister Kultury. Postępowanie odwoławcze w tej sprawie nie zakończyło się aż do śmierci Piaseckiej-Johnson w kwietniu 2013 roku, a pałac niszczał i nic się tam dalej nie dzieje. Przykro patrzeć !
Jeszcze spojrzenie na kilka szczegółów 






i jedziemy do Smolenia. Są tam zabezpieczone ruiny zamku.





Pierwsza wzmianka o zamku pochodzi z 1394 roku. Zamek był siedzibą rodu Toporczyków-Pileckich i rozwijał się. W 1577 roku został sprzedany Wojciechowi Podniewskiemu, który w nim nie mieszkał, tylko w dworze pod zamkiem, a w 1610 roku przeniósł się do wybudowanego zamku w Pilicy. Zamek zaczął niszczeć, a jego los przypieczętowali Szwedzi, dewastując go w 1655 roku. Dodatkowo Austriacy w 1797 roku używali kamienia z murów do budowy komory celnej w Smoleniu. Jeszcze spojrzymy i tu, 



i tam, 



i wychodzimy tędy.




Macie pewno dość tej wycieczki, ale ja dałam radę mimo niesprawnego biodra, więc  chyba i Wy daliście radę :))).