wtorek, 18 marca 2014

SMUTNO MI, ALE OGŁASZAM PRZERWĘ :(

Z pewnością zauważyliście, że w ostatnich dniach prawie nie odwiedzałam Was. Miałam nadzieję, że to to chociaż częściowo rozwiąże mój problem. Niestety tak się nie stało. Uwielbiam robić zdjęcia, lubię mojego bloga, a przede wszystkim kocham wszystkich odwiedzających mnie i ich blogi. Lubię też do składać Wam wizyty i pisać komentarze. Ostatnio jednak zauważyłam, że robię to częściowo z obowiązku, tak samo jak pisanie postów. Tak nie może być, blog to ma być przyjemność, radość z poznawania  Was i Waszych blogów, a nie obowiązek, że muszę coś zrobić (napisać posta, komentować). Myślę i wierzę w to, że przerwa to zmieni i, że wrócę z zapałem jaki miałam. Nie wiem ile to potrwa, może miesiąc, może mniej, może więcej. Wrócę na ten czas do życia bez bloga, odpocznę, wiele spraw przemyślę i znowu będę z Wami
Nie myślę absolutnie o zaprzestaniu prowadzenia bloga !

Zostawiam Wam trochę kwiatów, by uprzyjemnić chwilowe rozstanie  :)






























Mam nadzieję, że mnie rozumiecie, przerwę wybaczycie i będziecie cierpliwie czekać na mnie :)))
                           Będę tęsknić !
Krótka dodatkowa informacja - przeziębienie już za mną, ale przeszło na męża :(.

piątek, 7 marca 2014

ZA BARDZO ZAUFAŁAM SŁONECZKU

Trzy dni temu byłam w ogródka. Było słonecznie i ciepło, więc chciałam już rozpocząć  prace przy moich roślinkach. Słońce oświetlało kwitnące ranniki


                                 i krokusy.



Pszczoła już zbierała pyłek ze śnieżycy, a za nimi Pepa wygrzewała się w słoneczku.


Na drzewie kotek się "opalał" mrużąc oczy.


 Ja też zaufałam słońcu i w trakcie pracy zdjęłam polar i zostałam tylko w bluzce. No i mam : gorączkę, katar, ból głowy (zatoki ), kaszel i  czuję się okropnie. Teraz już wiecie czemu prawie nie ma z Wami ostatnie dwa dni i nie wiem jak długo to potrwa. Jest mi przykro z tego powodu :(((

piątek, 28 lutego 2014

SZUKAŁAM KOLORÓW

W parku im. J.Kuronia, gdzie jest też jezioro o tej samem nazwie, najspokojniejszym w Sosnowcu, znajdującym się w jego dzielnicy - Kazimierzu Górniczym, gdzie przyroda przysypia jeszcze zimowym snem, starałam się poszukać czegoś kolorowego. 
Na początek widoki związane z jeziorem :















A teraz z innymi częściami parku:









I jeszcze jedno, najważniejsze kolorowe. Moja wnuczka, która się częściowo schowała za myszką Miki :)))



Mam nadzieję, że mój  spacer z wnuczką był chociaż trochę kolorowy.

sobota, 22 lutego 2014

SPACER Z PEPĄ DO OGRÓDKA

Pogoda niezbyt ciekawa, było zachmurzone niebo, ale wybrałam się z Pepą do ogródka, żeby zobaczyć ile jest w nim wiosny. Po drodze zobaczyłam śliczne krokusy.


Miałam nadzieję, że u mnie też kwitną, ale niestety nie :(.  W ogródku Pepa biegała,


a ja robiłam obchód ogródka . Pigwowiec ma już pąki, 


ale na takie kwiaty trzeba jeszcze trochę poczekać.


Pepa nie tylko szalała w ogródku, ale chwilami stawała w bezruchu i w coś się wpatrywała.


W tym momencie zainteresował ją wróbelek w pobliżu.


Mój ciemiernik jeszcze w pąkach


i trochę potrawa zanim zobaczę jego środeczek.


Pepa z patykiem w zębach znowu na moment zamarła w bezruchu.


Tym razem obiektem zainteresowania był kotek.


Jest wrzosiec


i są oczywiście przebiśniegi


Jak widzicie u mnie jeszcze jest mało wiosny, ale pocieszam się, bo przecież jest jeszcze zima :)))

poniedziałek, 17 lutego 2014

ZAMEK W PSZCZYNIE

Kilkanaście dni temu byliśmy ze starszą wnuczką
Muzeum Zamkowym w Pszczynie. Udokumentowane początki tej budowli sięgają I połowy XV wieku. Wzniesiona została  w czasach Heleny Korybutówny i była zamkiem gotyckim. Zamek był wielokrotnie przebudowywany , a jego obecny kształt architektoniczny jest w stylu neobarokowym. Został stworzony również  park krajobrazowy o powierzchni 156 ha.  Zamek zmieniał nie tylko swój wygląd, ale również właścicieli. Nie będę kolejno o nich pisała, ale wspomnę       o jednym z ostatnich, księciu Hans Heinrich ( 1861-1938)     z Hochbergów, który poślubił słynną z urody Angielkę , Marię Teresę Cornwallis-West, nazwaną Daisy (1873-1943). Zamek pozostał  w rękach Hochbergów do 1944 roku. W czasie działań wojennych zamek nie ucierpiał , nie został zdewastowany ani rozkradziony. W Muzeum zachowało się ok. 80% oryginalnego wyposażenia wnętrz z przełomu wieków XIX/XX. 
Chodzenie po muzeum samemu, to przyjemność oglądania poszczególnych sal i eksponatów. Oglądanie zdjęć z niego, po czasie robi się mniej ciekawe. Starałyśmy się więc z wnuczką, bo obie robiłyśmy zdjęcia, wyłapać jakieś ciekawe szczegóły, odbicia w lustrze,..., zresztą zobaczcie sami :)



Wita nas uśmiechnięty pod wąsem wartownik,



a my po oddaniu mu uśmiechu idziemy do wnętrza.



No a teraz oglądamy i "pstrykamy" zdjęcia .

















Tu wnuczka robi zdjęcie rzeźbie księżnej Daisy, a ja wnuczce :)



A tu księżna wraz z dziećmi. 


Takie  eksponaty też można było zobaczyć :)



A na koniec wielki uśmiech


i spojrzenie na widok za żaluzjami.



To co pokazałam, to jest malutka cząstka tego co można tam zobaczyć, to tylko na zachętę by samemu odwiedzić to wspaniale miejsce :)))