wtorek, 17 lipca 2018

WODA, PRZY WODZIE, W WODZIE I NA WODZIE.

Bardzo lubię holenderskie wiatraki i dlatego chciałam na moich wiosennych wakacjach w Holandii zobaczyć Kinderdijk. Są tam wiatraki zbudowane wzdłuż kanału w latach 1738-1740. Było ich ponad 40 i służyły do odpompowania nadmiaru wody do zbiorników wyżej położonych. Obecnie jest ich 19.





W tym domku stojącym przy wiatraku chętnie bym spędziła trochę czasu :).



Kocham morze i nie mogło się obyć bez zobaczenia go i pospacerowania po plaży. Pierwszym razem morze było spokojne. 



Kąpiących się ludzi było mało, a po plaży i na brzegu morza szalały psy. Mogą tam przybywać do 15 maja, później już nie.



Moja Pepa też w wodzie była,



a nawet zaczepiała takiego "olbrzyma".



Kolejnym razem nad morzem wiał silny wiatr i po raz pierwszy zobaczyłam  pianę morską w tak dużej ilości. 





Pepie ta drżąca pod wpływem wiatru piana nie bardzo odpowiadała



i wolała się na plaży bawić patykami.



Przy kanale w miejscowości Leiden stał rower pewno wyciągnięty z kanału, bo był oblepiony kamieniem.  



Dobrze, że samochód, którego kierowca chciał zaparkować chyba zbyt szybko, nie skończył tego manewru też w kanale.



W Delft po kanale pływał stateczek z turystami.



Ale nie on zwrócił moją uwagę, ale opona wisząca na na murze po lewej stronie, bo w niej było 



gniazdo łyski. Jako budulec użyty był też papier i folia.
Gdzieś tam po drodze podziwiałam kaczkę piżmową



czaple,





kaczą mamę ze swoimi dziećmi, 



no i oczywiście łabędzia



Myślę, że niektórzy z Was są pewno ciekawi, czy pomogły mi zabiegi fizjoterapeutyczne. Tak pomogły, kręgosłup w części której bolał, prawie nie boli i bardzo mało już utykam. Coś innego mi zaczęło dokuczać, ale nie będę Wam się użalać, bo to nic nie pomoże. Sama sobie z tym muszę dać radę. Powiem jednak, że nie mogę zbyt długo siedzieć, a więc przy komputerze też. Przykro, ale nie będę w związku z tym częstym gościem u Was. Mam nadzieję, że będziecie wyrozumiali i nie będziecie zapominać o mnie  :))).

wtorek, 26 czerwca 2018

NAD MOZELĄ W NIEMCZECH.

Byłam na wakacjach i po nich też w miłych dla mnie miejscach bywałam. Niestety jakoś nie mogłam się "zebrać " żeby napisać nowego posta. Mój stan psychiczny związany z fizycznym jest "byle jaki" :(. Nie boli biodro, boli kręgosłup przy chodzeniu i nie tylko, utrudnia mi to wykonanie różnych czynności. Biodro mnie w niektórych ruchach też ogranicza. Zaczęłam chodzić na zabiegi fizjoterapeutyczne kręgosłupa, może pomoże. Mam coraz mniej zapału do wszystkiego, nie tylko do bloga. Dość jednak użalania się nad sobą. 
Część moich wiosennych wakacji spędziłam w Niemczech na Mozelą, w części która się najbardziej wije. Miasteczka położone nad nią są bardzo urokliwe, a na wzgórzach otaczających ją jest niezliczona ilość winnic. Wina z nich są pyszne, piłam :). Moje stałe miejsce pobytu na ten czas był w Traben-Trarbach. Przyjechałam o zmierzchu, 



a następnego dnia po nim spacerowałam. 






Dodatkową atrakcją był rudzik.


Z miejsca pobytu były oczywiście wyjazdy do innych ciekawych miejsc. Zapraszam Was teraz do spaceru po nich :).
Cochem.
Płynąc po Mozeli statkiem lub jadąc samochodem przy niej z dala jest widoczny zamek w Cochem.



Miasteczko jest ciekawe i oblegane przez turystów,




a widok z zamku



na Mozelę był przyjemny.



Karden.
To bardzo spokojna mała miejscowość, 



a skrzynka na listy mnie urzekła.



Urzig Mosel.
Urokliwa miejscowość na wzgórzu.





Podziwiałam nie tylko domy, ale i kwitnącą glicynię



oraz widok na rzekę i winnice na zboczu wzgórza.




Zeltingen.
Kolejne przyjemne miasteczko





i udało mi się w nim "złapać" szczygła.




Bernkastel-Kues.
Ta miejscowość była najładniejsza dla mnie.Było najwięcej domów szachulcowych i z muru pruskiego. Ja je uwielbiam i to był w sumie główny powód mojego wyjazdu nad Mozelę. Nie zawiodłam się :).













Wiem, że zdjęć sporo, ale mam nadzieję, że dotrwaliście do ostatniego :).
Do następnego miłego zobaczenia i mam nadzieję, że to będzie wkrótce :))).