środa, 25 kwietnia 2018

KWIATKI, PTASZKI I PEPA .

Prace ogrodowe mam, jak na obecną chwilę, prawie zakończone. Dałam radę, ale z trudem niestety :(. Ja zajmowałam się roślinami, a mąż pracami przy malowaniu czego trzeba było, wykopywaniu tego co chciałam, przycinaniu tego co było konieczne :). W ramach odpoczynku oczywiście robiłam zdjęcia. Było co podziwiać, bo kwiaty coraz to inne zakwitały i szybko niestety przekwitały, bo sprzyjała temu wspaniała słoneczna i ciepła aura. Nie tylko kwiatki były obiektem mojego zainteresowania, ale i ptaki oraz oczywiście Pepa. 

Tulipan botaniczny.


Szafirek.


Szachownica kostkowa.


Psiząb.


Niezapominajka kaukaska.


Pepa obserwowała ptaki w kąpieli.


 Pierwsza była sikorka, a za chwilę kos.




Magnolia.



Kwiaty czereśni



i pigwowca.


Pepa leniuchowała, 



a szpak wypatrywał partnerki.


Żonkil.


Tulipan.


Żonkil.


Zakwitł już i cieszy swym zapachem bez.


Ten post "tworzyłam" trzy wieczory :(. "Nie szło mi", jak to się potocznie mówi, jestem zmęczona i swoim nowym biodrem i pracą w ogródku. Dobrze, że w najbliższą sobotę jadę na wiosenne wakacje, które będą trwały trzy tygodnie. Mam nadzieję, że odpocznę, a Wy cierpliwie  poczekacie na mój powrót :))).

czwartek, 12 kwietnia 2018

WEEKEND W SZCZYRKU.

Ostatni weekend, a właściwie wydłużony, bo od piątku do niedzieli, spędziłam w mojej "budzie" w Szczyrku. Było odświeżanie jej po zimie. Trzeba było odkurzyć, umyć co trzeba, wywietrzyć pościel, itd. Nie byłam w niej 5 miesięcy. 
Jak widać na zdjęciu zieleni w lesie jeszcze mało, ale chodziło po nim słoneczko i to najważniejsze.



W tym trochę jeszcze jesiennym lesie szukałam oczywiście wiosennych kwiatków.
Kwitł jeszcze wawrzynek.


Kwitł już żywiec gruczołowaty.


Spacerując patrzyłam nie tylko w dół, ale i w górę i zobaczyłam rudzika, mojego ulubionego ptaszka.



Była miodunka,



a Pepa, która mi towarzyszyła na spacerze chodziła też w strumyku.


Podbiał też ciszył swoim widokiem,


tak jak i pszczółka przy lepiężniku białym.


Miłośnik Pepy dalej się w nią wpatrywał ,


a ona się ciągle  patrzy na niego z oddali.



Teraz działam w moim ogródku, a nie jest mi łatwo z moim nowym biodrem i konsekwencją poprzedniego, bólem kręgosłupa, ale chcę dalej się nim cieszyć, więc pracuję i brakuje mi czasu na odwiedzanie Was. Myślę, że nie tylko ja cieszę się wiosną i ona jest teraz najważniejsza i cieszy, a blog cierpi na tym niestety :(

wtorek, 3 kwietnia 2018

MIASTO ANIOŁÓW.

Lanckorona to miejscowość położona na południowym stoku Góry Lanckorońskiej w Małopolsce, zaledwie 30 km od Krakowa. Jest tam oryginalna drewniana zabudowa z XIX wieku. Nie widać pędu do nowoczesnej architektury. Miasteczko jest nazywane "Miastem Aniołów", bo jest oazą spokoju, bo zdobią je anioły, bo raz w roku, w połowie grudnia, odbywa się Festiwal Aniołów. Myślę jednak, że oazą spokoju nie było w dniu, którym byłam  (słoneczna niedziela), bo było bardzo wielu turystów. Myślę, że się tam ponownie wybiorę, ale w dniu powszednim, bo miasteczko mi się bardzo podobało i chcę je podziwiać bez tłumu ludzi. Zdjęcia też było trudno robić, bo ciągle ktoś wchodził w kadr :(. Coś tam jednak "pstryknęłam" :).
  
Rzeźba anioła na Rynku,



oraz domy i anioły przy nim.










I jeszcze coś, jako miły dodatek :)



czwartek, 29 marca 2018

NIEDZIELA W KRAKOWIE.

Ostatnia niedziela była słoneczna, więc miałam ochotę gdzieś pojechać i wybrałam z mężem i córką do Krakowa. Oczywiście i Pepa była z nami. 



Celem był Rynek, bo tam zawsze coś się dzieje, no i działo się :).
Rynek był kolorowy,



bo były targi wielkanocne. Chodziłam między straganami i patrzyłam, co na nich jest.






Były też stragany z kwiatami.




Ten chłopczyk z palmą w rącze patrzył na gołębie.


Konie przy dorożkach też były kolorowo "ubrane".

Fruwały bańki mydlane.



Przez Rynek przechodziły barwne zespoły regionalne z palmami do poświecenia w kościele Św. Wojciecha. 



 

Życzę wszystkim radosnych ŚWIĄT WIELKANOCNYCH !