Zadzwoniłam moimi ogrodowymi dzwoneczki i ogłosiłam ogródkowi, że skończyłam w nim jesienne prace, nareszcie !
Mogłam spokojnie popatrzeć, czy coś ciekawego jeszcze w nim można zobaczyć:
Hortensja jeszcze ma kolory,
z konwalii został czerwony owoc, trujący zresztą,
o ! kwitnie jeszcze poziomka
i nawet jest owoc :)
Stokrotka chyba trochę zmarzła,
a bratka coś podjadło,
ale to co zostało z powojnika, nawet mi się podoba.
Przyszłam do domu, puściłam pieska na balkon, a on nie uważał na pelargonie,
których trochę zostało po ostatnich przymrozkach.
Nadchodzą szare, chłodne, mokre dni i drzewa będą bez liści,
ale nie martwy się , na początku marca będą już kwitły przebiśniegi :))).
Chcę Wam powiedzieć, że nie będzie mnie z Wami 6 dni, bo jadę na wycieczkę w Tatry. Życzcie mi tak pięknej pogody, jak na zdjęciu poniżej, proszę.
W poście "JESZCZE Z WAKACJI"(<-link) obiecałam zwiedzenie Muzeum Salvadora Dali w Figueres w Hiszpanii. Dzisiaj tą obiecankę spełniam. Nie będę pisała życiorysu jednego z najbardziej skandalizujących twórców XX wieku , oraz geniusza surrealizmu, budzącego nadal wiele kontrowersji, bo o nim możecie przeczytać w Wikipedii (<-link), jeśli to kogoś zainteresuje. Napiszę trochę o historii tego muzeum, umieszczę krótkie cytaty (ich treść będzie z cudzysłowami) z wypowiedzi S.Dali, no i oczywiście zdjęcia.
Ostrzegam, post nie będzie krótki :), ale teraz wieczory są długie, więc może znajdziecie na niego czas.
"Myślę, że jestem przeciętnym malarzem. Za genialne uważam jedynie moje własne wizje, a nie to, co tworzę".
W 1974 roku S.Dali otwiera zaprojektowane przez siebie muzeum - Teatro Museo Dali w rodzinnym mieście Figueres. Gmach został urządzony z pozostałości teatru, który został zbombardowany podczas Hiszpańskiej Wojny Domowej. Wybór miejsca nie był przypadkowy gdyż, jak twierdził Dali, całe jego życie było teatralne. Muzeum jest ekscentryczne, tak jak ekscentrycznym twórcą był sam Dali. Szokuje ono zarówno z zewnątrz, jak i ekspozycją wewnątrz budynku. Jajka i chleb Dali uważał jako symbole początku życia. Dlatego fasadę muzeum wieńczy zaprojektowana przez artystę attyka w kształcie olbrzymich jaj.
Ceglasto-czerwone ściany pokryte są żółtymi, ulepionymi z gipsu katalońskimi chlebkami,
a figurki spoglądających z dachu rycerzy, na głowach mają bagietki.
"Jedyną rzeczą jakiej świat nigdy nie będzie miał dość, jest przesada".
Po wejściu do muzeum wchodzi się na patio. W patio stoi słynna "Deszczowa taksówka" z rzeźbą królowej Ester na masce. Nie miałam szans zrobienia zdjęcia całości, bo zwiedzający zasłaniali autentycznego cadillaca, więc jest tylko królowa.
Wysoko ponad głowami zawieszona jest prawdziwa łódź rybacka, niegdyś będąca własnością Gali, żony S.Dali.
"Malarz to nie ten, kto jest natchniony, lecz ten, kto jest w stanie natchnąć innych".
Następnie wchodzimy na dawną scenę teatralną,
gdzie w krypcie pod nią złożone są prochy artysty.
"Malarstwo podobnie jak miłość, wchodzi oczyma i spływa z włosia pędzla".
Teraz pokażę Wam kilka obrazów. Są wśród nich takie, które mi się bardzo podobają, które rozumiem, ale i takie, do których trzeba by "tłumacza".
Na obu jest Gala, ukochana żona artysty.
"To, że ja sam nie pojmuję sensu moich obrazów, kiedy je maluję, nie znaczy, że go nie mają".
Na plaży.
"Jeśli z góry rozumiesz swój obraz równie dobrze mógłbyś go nie malować".
"Picasso chciał być komunistą, niemniej pozostał królem nas wszystkich".
Poniższy obraz to kobieta i mężczyzna. Widziałam na obrazie kobietę,
mężczyznę zobaczyłam dopiero po pomniejszeniu zdjęcia.
Ten obraz przedstawia wizerunek tygrysa w niezwykłej konstrukcji, która jest jednocześnie mozaiką rozmaitych przedmiotów.
"Zbliżam się do doskonałości, co oznacza, że jest ona niezmiernie daleko, jak wszystko to, co jest już blisko".
Teraz będzie malowidło na suficie, tak duże, że aparat nie był go w stanie objąć, więc jest tylko jego część.
"Jedyne, co mnie odróżnia od wariata, to fakt, że nim nie jestem".
Salvador Dali projektował również biżuterię i przyznaję, podobała mi się.
Serce, które biło.
Muzeum to pozostawiło we mnie wiele miłych wspomnień i polecam go wszystkim, którzy będą odwiedzać Hiszpanię. To co pokazałam, to jest tylko mała część tego co tam zobaczycie :)))
1 listopad DZIEŃ WSZYSTKICH ŚWIĘTYCH, a często
i 2 listopad DZIEŃ ZADUSZNY to szczególne dni, w którym odwiedzamy naszych bliskich, aby pobyć z nimi. Zanosimy kwiaty, palimy znicze i stojąc przy grobach myślimy o nich . Oni są z nami, bo żyją w naszych sercach. Odwiedzamy ich oczywiście nie tylko w tych dniach, ale i w innych też, gdy czujemy potrzebę spotkania. W tym dniach jednak, jak co roku, na cmentarzach jest wielu, którzy chcą się spotkać z najbliższymi. Cmentarze są kolorowe od kwiatów i rozświetlone płomykami zniczy.
Najczęściej stawiamy na grobach kolorowe chryzantemy, bo to piękne kwiaty, wytrzymałe na zimno i tak jest przyjęte,
ale myślę, że inne kwiaty też by pięknie wyglądały.
MAM POMYSŁ, KŁOPOTY Z JEGO REALIZACJĄ I PROŚBĘ :
Zmarła blogowiczka z Polski JOANNA (Chustka <- link do jej bloga), ona przegrała walkę z rakiem. Niedawno wielu z nas przesyłało "Liście dla Leontien" (<- link ), aby jej dodać wiary i otuchy w walce z rakiem. Czemu więc nie moglibyśmy obsypać kwiatami grobu Chustki. Ja jednak mam kłopot z realizacją tego pomysłu, bo nie jestem za dobra w obsłudze bloga. Zanim bym doszła, jak to zrobić, by wyglądało to podobnie jak na blogu z "Liśćmi dla Leontien", minęły by z pewnością trochę czasu, a pogrzeb jest w sobotę. Stąd moja wielka prośba, może któryś z polskich blogowiczów podjął by się realizacji mojego pomysłu. Będę wdzięczna i myślę, że to nas też bardziej połączy.
Dodatek z 1 listopada.
Dzień odwiedzin bliskich na cmentarzach był zimny, wietrzny, padał chwilami deszcz, ale popatrzcie co się pokazało na niebie.
(zdjęcie robione telefonem komórkowym)
Prognozy pogody zapowiadają już w najbliższych dniach opady śniegu :(. Może to zaskoczyć ptaki. Postanowiłam im przypomnieć, że na moim balkonie zawsze będzie coś dla nich.
Jak widzicie mieszkam w bloku, a naprzeciwko jest też blok, więc i tłem do zdjęć będzie on, chociaż nie zawsze.
Wsypałam trochę ptasiego jedzonka do karmnika i posypałam po podłodze.
Pierwszymi gośćmi w karmniku były sikorki. Przylatywały, jadły bądź zabierały nasionka i odlatywały.
Na dole jeszcze ukwieconego balkonu
rządziły wróbelki.
Sikorka siedząca na daszku karmnika
oczekiwała kiedy będzie bez gości, zabrała sobie nasionko i przefrunęła do skrzynki z kwiatkami,
a wróbelek patrzył albo na nią,
albo na jeszcze ładnie wyglądającą fuksję.
To wspaniałe, że będę mogła obserwować w jesienne i zimowe dni ptaki, patrząc na nie przez okno, nawet mieszkając w takim "blokowisku".
28.10.2012 DODATEK SPECJALNY:
Widzę, spadł śnieg, ale nie musicie walczyć ze sobą, mam nadzieję, że wystarczy jedzonka dla wszystkich, co tu przyfruną :)