Było niebieskie niebo, słońce na nim, lekki mróz i nie było wiatru. Taka pogoda zachęciła do rodzinnego spaceru. Pojechaliśmy nad jeziorko Pogoria III, które jest w pobliżu naszego miejsca zamieszkania. Nie raz już tam byliście, więc niektórzy może je pamiętają.
Jezioro było zamarznięte, ale były miejsca, gdzie lód został rozbity.
Wnuczka bawiła się w "podnoszenie ciężarów"
i udało się jej :).
Pepa też lodem się bawiła, ale nosiła go w zębach :).
Tam gdzie nie było lodu pływały ptaki,
ale nie tylko.
Bawiła się w nim dziewczynka
i byli chętni do kąpieli.
Jezioro było zamarznięte, ale były miejsca, gdzie lód został rozbity.
Wnuczka bawiła się w "podnoszenie ciężarów"
Pepa też lodem się bawiła, ale nosiła go w zębach :).
Bawiła się w nim dziewczynka
Nie sądziłam, że może być tylu chętnych do korzystania z lodowatej wody. Było jeszcze więcej osób, ale nie wszystkich pokazałam, bo i tak pewno Wam się zrobiło zimno, jak i mnie patrząc na nich :).
Po lodzie chodziły ptaki,
był spacerowicz,
syn stojąc na lodzie blisko brzegu pokazywał coś swojej córce
i wnuczka bawiła się Pepą.
Pepa miała już chyba miała dość lodu, zeszła z niego
i czekała na rzucenie patyka. Doczekała się, ale go zaraz pogryzła :).
Jeszcze spojrzenie na jezioro i las
i pora do domu.
W domu Pepa zaraz przytuliła się do poduszki,
zasnęła i spała prawie trzy godziny :)))





























































